Eryk spojrzał z nadzieją na zbliżający się statek… Czekał na jakikolwiek transport już od dawna. Przebywanie tu, w Luccini, nie było dla niego przyjemnością. Na każdym kroku wrogość, na każdym kroku podejrzenia, a w końcu złodzieje, szabrownicy, oszuści, zdziercy i mordercy. Ewidentnie mu się tu nie podobało. Przedwczoraj udało mu się znaleźć drogę do chronionej części dawnego portu elfów, skąd odchodziły jeszcze statki, na których mógł czuć się bezpiecznie. Jakieś trzy tygodnie temu zadarł z ważną osobistością w przestępczym świecie Tilei. Z pomocą kobiety (która zresztą sprowadziła go do tego przeklętego kraju, gdzie nawet Skaveny nie są tępione!) zdołał się ukryć. Dziś była jego ostatnia szansa… Ostatnia nadzieja na powrót do rodzinnego kraju, do Norscy . Siedział więc bez ruchu w kącie pomiędzy skrzyniami i czekał, aż statek dobije do brzegu.
Wiele lat temu na wybrzeża niedaleko gór Apuccini przybył okręt elfów. Powstał ogromny port, który miał ułatwić kolonizację. Potem szybko rozbudowała się infrastruktura wokół nowopowstałego portu. Elfy posuwały się w głąb lądu, gdzie rozbudowywali się już ich sąsiedzi - krasnoludy. Tereny aż do gór były wręcz idealne. Nie było problemów z krasnoludami, gdyż te nie lubiąc wody zapuszczały się najdalej do podnóży gór… Zresztą było tu dla nich za gorąco. Potem rozpoczął się koniec cywilizacji elfów na tym obszarze. Najpierw pojawili się ludzie… Największa plaga świata, jak zwykły mówić elfy. Potem jednak doszło do zniszczenia bram i w okolicach portu na krótki czas otworzyła się jedna z największych bram chaosu. Cywilizacja elfów została całkowicie zniszczona i splugawiona. Potem pojawili się ludzie. Założyli wiele miast. W tym jedno, które stało się plagą dla świata dzisiejszego. Skavenblight rzeczywiście powstało z miasta ludzkiego. Niewiadomo jak pojawiły się tam skaveny. Krążą pogłoski, że ludzie zaczęli wyznawać mrocznego Boga i ten spowodował przemiany. Z resztą w końcu i tak nikt nie jest w stanie zrozumieć wszechobecnego chaosu. W dzisiejszych czasach Tilea to kraj dziwny i niepoznany. Utrzymuje liczne stosunki handlowo-dyplomatyczne z wieloma państwami, jednakże niewielu obcokrajowców zechciałoby zamieszkać w Tilei na dłużej niż tydzień, a to z powodu…
Władza w Tilei
Tilea składa się z kilkunastu miast-państw, z których każde chce zdobyć jak najwyższą pozycję autonomiczną. Sytuacja ta wymusza stworzenie specjalnego systemu polityczno-prawnego, który nie pozwoliłby na wybicie się żadnej aglomeracji. Ustrój ten zwie się demokracją arystokratyczną lub po prostu arystokracją. Nie do przetrawienia jest dla mieszkańca Imperium pojąć plusy tego ustroju. Dla niego władze powinien mieć cesarz, nie zaś ogół szlachty z całego państwa. W Tilei nie istnieje prawdziwa władza ludu, a władza szlachty. Każdy kto ma herb, czyli jest prawowitym szlachcicem i arystokratom musi brać udział w zebraniach sejmików, na których ustala się ważne dla państwa ustawy. Aby uzyskać większość, należy zdobyć przynajmniej 2/3 głosów poparcia ze strony innej szlachty. Pewnie dlatego w polityce dominuje Miragliano - mieszka w nim prawie 40% uprawnionych do głosowania. Szlachta bardzo starannie dba o swoje sprawy. Prawie niemożliwe jest oszustwo, co do linii rodowej. Każdy herb jest odnotowywany w kilku herbarzach: herbarzu państwowym, miejskim, klasztornym itd., więc aby nielegalnie zostać szlachcicem, trzeba by przekupić naprawdę wiele osób. Ustawy rangi krajowej nie zapadają jednak na sejmikach. Co dwa lata zwoływany jest sejm, na którym pojawić się musi 6 delegatów - z każdego miasta (chodzi tu o te najistotniejsze: Luccini, Miragliano, Remas, Sartosa i Tobaro), razem trzydziestu posłów, którzy decydują o najważniejszych dla państwa sprawach. Spośród siebie wybierają jednego, który jako marszałek dba o spokój w trakcie 2-6 miesięcznego posiedzenia. Nie może on oddawać głosu, więc uprawnionych do głosowania pozostaje 29. W ten sposób nie może się zdarzyć, że po równo będzie „za” i „przeciw”, gdyż żaden z głosujących nie może wstrzymać się od głosu. Jest to zasada przeciwna neutralności. Jak już wspominałem o wyniku głosowania decyduje większość, nie ma więc miejsca na liberum veto. Prócz sejmików w Tilei władzę ma król. Ogranicza się ona jednak do funkcji reprezentatywnej oraz nadawania herbów i tytułów. Inne państwa nie mogą zrozumieć Tilei, której mieszkańcy uważają, że ich system prawny jest bardzo rozwinięty…
Niestety nie mają oni racji. System choć teoretycznie spełnia wiele wspaniałych celów okazał się nieudany dla ogółu państwa. Szlachta zawarła koalicje między sobą w jednej sprawie: za wszelką cenę utrzymać wysokie znaczenie stanów wyższych w państwie. Szybko okazało się, ze Tilea stała się państwem, gdzie każdy mieszczanin jest niczym, gdzie każdy przyjezdny jest podejrzewany o szpiegostwo, gdzie szlachta jest bezkarna, a biedota otrzymuje najwyższe wyroki, gdzie, jak mówią pogłoski arystokracja zjednoczyła się z chaosem. Wiele mniejszości jest w tym państwie poddana ciągłym prześladowaniom. Cierpią wyznawcy religii, które akurat nie pasują władzy, cierpią Arabowie i Estalijczycy. Państwo wolności przerodziło się w państwo, gdzie rządzi ten, kto ma wystarczająco dużo żołnierzy, aby powstrzymać innych.
Język
Tileańczycy mówią językiem, w którym dostrzec można duże podobieństwa do Estalijskiego. Pojawiają się liczne zmiękczenia, specyficzny, miękki i „szybki” akcent, melodyka dźwięków, podkreślone „o”. Nic jednak nie zirytuje bardziej mieszkańca Tilei niż porównanie jego języka z Estalijskim. Pismo jest tutaj również bardzo rozbudowane. Opiera się na alfabecie używanym w wielu miejscach Starego Świata, jednakże dochodzą do niego bardzo liczne znaki dodatkowe i przeróżne akcenty. Przeciętny mieszkaniec innej części świata musiałby poświęcić lata, by nauczyć się władać poprawnie językiem Tilei. Do tego dochodzi jeszcze jedna komplikacja, wiążąca się z dialektami. Języki różnych miast-państw różnią się między sobą bardzo poważnie. Przeważnie różnice zamykają się w akcentach, więc pismo z jednego miasta da się odczytać w drugim. Całkiem inna sprawa dotyczy porozumiewania się.
Stosunki polityczne
Cóż, Tilea powstała z licznych pirackich wiosek. Trudno się więc dziwić, że mimo dosyć dobrych stosunków handlowych ma wielu wrogów. Szczególnie przeciw Tilei są Arabia i Estalia, których statki kupieckie są często bezprawnie grabione lub zatapiane przez Tileańczyków. Kupcy z tych krajów muszą płacić ogromne cła. Na dodatek wiele mniejszych państw-miast cały czas żyje z grabieży… i tylko z grabieży. Dobre stosunki Tilea utrzymuje natomiast z osadnikami z Nowego Świata i mieszkańcami Albionu. Imperium już kilka razy miało zamiar wyprawić się na ziemie Tilei, ale od początku panowania Karla Franza I prowadzi wystarczająco wiele wojen. Tilea jest przeciw jakimkolwiek sojuszom, a rządzący nią często decydują pod wpływem chwilowych zrywów, nie zaś długotrwałych rozmów i negocjacji. Tilea w tym stuleciu toczyła już wojny. Jednakże najczęściej wszystko kończyło się na wypowiedzeniu walk, a następnie rozlokowaniu wojsk… Potem były porozumienia, zawieszenie broni i rozejm. Doszło jednak do kilku bitew. Śladem najpoważniejszej z nich, bitwy o Zatokę Birdas, między mieszkańcami Sartosy, a Luccini. Zginęło wtedy wiele tysięcy ludzi, a wyspiarskie miasto-państwo Sartosa zostało doszczętnie zrujnowane. Od tamtego czasu mieszkańcy starają się odbudować niegdyś świetne miasto, jednakże cały czas dymią tam jedynie ruiny.
Geografia
Tilea leży między górami Appucini i Abasko. Na północy sięga gór Irrana, a na wschodzie sąsiaduje z Księstwami Granicznymi. Granice między tymi państwami są prawie całkowicie otwarte. Gdyby nie góry Appucini, Tilea nie miałaby żadnego punktu blokującego pomiędzy swoimi obszarami, a księstwami, co, jak wiadomo, przyniosłoby potężne migracje, burdy, przemyt i śmierć. Wielu prostych Tileańczyków boi się Księstw Granicznych. Lasy niedaleko gór Appucini i Irrana są zamieszkałe prze liczne zwierzęta, ale i bestie. W pobliżu przedgórzy nie powstają prawie żadne miasta, jedynie nieliczne osady kopalniane. Zresztą wydobycie kruszców jest w Tilei mało znaną częścią gospodarki. Tamtejsi ludzie żyją przede wszystkim z hodowli (przeważnie koni i trzody) oraz rolnictwa. Natomiast mieszkańcy miast nadwodnych, czyli największych miast Tilei zajmują się kupiectwem, połowem ryb, poszukiwaniem pereł i drobnym rzemiosłem. Na północnym zachodzie państwa znajduje się obszar Dusznych Bagien, miejsce, które omijają wszyscy ostrożni wędrowcy, obszar, który tylko politycznie należy do Tilei, będąc tak naprawdę schronieniem dla tysięcy bestii zamieszkujących cuchnące, okryte mgłą bagna i moczary. Tysiące małych strumyczków i rzeczek przecinających trzęsawiska stanowi kolejne mordercze zagrożenie. Woda płynie tu powoli, wręcz nie ukazując swojego ruchu> Natomiast na powierzchni tworzą się liczne zatory korzeni i liści. Tylko wytrwały traper ma szansę przetrwać drogę przez bagna. Jeżeli oczywiście nie natknie się na zamieszkujące je potwory. Na wschodzie, nad rzeką Belagio wznosi się las Tettoverde. Wzdłuż rzeki wybudowano wiele osad i podróżowanie nią odbywa się raczej bez większych problemów. Natomiast w głębi lasu znajdują się nieprzeniknione mateczniki, w których czają się nieznane bestie. Las jest kolejnym źródłem dochodów dla państwa i choć praca w nim nie należy do najbezpieczniejszych, to jednak tileańscy drwale zarabiają bardzo wiele. Tutejsze drewno jest najświetniejszym rodzajem. Nigdzie indziej, w całym Starym Świecie nie rosną w takich ilościach Bussach - czarne jak noc drzewa sprowadzone wieki wcześniej przez elfy z Ulthuanu. Także mahoń i heban są tu w miarę pospolite. Wielu ludzi dorobiło się majątku handlując drewnem z lasu Tettoverde. Także wiele leczniczych ziół i roślin znaleźć można w tym pięknym, ale i niebezpiecznym miejscu. Prócz rzeki Belagio przez terytorium Tilei płynie jeszcze wiele innych rzek, jednakże jedynie dwie są naprawdę duże: rzeka Campiegii i Isea. Na tej drugiej odbywa się spław kruszców z jedynego zagłębia państwa, z kopalni niedaleko Toskanii, gdzie wydobywa się złoto, srebro i rudy żelaza, ale i gdzie góry podziurawione są winnicami. Najwspanialsze wina całego Starego Świata pochodzą właśnie z Toskanii.
Opis miast zamieszczony jest w podręczniku i uważam, że jest on wystarczający w zupełności.
Kultura i Religia
Tilea, to państwo, które przetrwało już wiele katastrof i wiele zmieniających się kultur. Ogrom zabytków znajduje się teraz pod piaskami lub w niezbadanych lasach. Wiele jednak tradycji przetrwało. Przede wszystkim to, że znakomita większość mieszkańców wyznaje Dawną Wiarę lub Taal’a. Sprawia to, że w odróżnienia od Imperium nie ma tu walk pomiędzy religiami. Problem pojawia się, kiedy przybywa osoba spoza państwa. Może ona liczyć na prześladowania.
Nagle, obok Eryka pojawiła się znajoma postać. Jego kochanka. Z przyjemnością spojrzał na jej piękną twarz. Mężczyzna był na krawędzi szaleństwa. Przed chwilą odpłynęła jego ostatnia nadzieja. Statek był zbyt dobrze chroniony, żeby mógł się na niego dostać.
- Powiedziałam im, że tu jesteś. -wyszeptała kobieta -Zrozum mnie, to mój obowiązek .Wczoraj Erden wytłumaczył mi, że nie mogę cię dalej kryć- , że jesteś innowiercą. Przyszłam, żeby cię przeprosić- . To przeze mnie dziś umrzesz. Mam nadzieje, że znajdziesz dla mnie wybaczenie. Kochałam cię.
Eryk powoli i z niedowierzaniem słuchał słów kochanki. Nagle coś się w nim wzburzyło. Bestii od lat chowanej udało się wydostać. Spojrzał na kobietę i szybkim uderzeniem przewrócił ją na ziemie. Jej piękna suknia zafalowała, kiedy zaczął ją dusić. Usta zwarł jej w pocałunku, żeby nie mogła krzyknąć. Dziewczyna starała się walczyć o życie. Wyrwała jego nóż i nieudolnie cięła go nim po ręce. Mężczyzna zwolnił uścisk, lecz zanim dziewczyna zdążyła krzyknąć, jej własna dłoń z nożem zanurzyła się w jej piersi. Ból był krótki. Chwilę później ogarnięty do końca szałem Eryk odgryzł jej krtań i zaczął ją pożerać… Jak zwierze! Po chwili zza beczek wyłoniły się trzy niskie postacie - skaveny. Jeden z nich z triumfem patrzał na malutki bełcik tkwiący z tyłu głowy mężczyzny. Bełcik, który jakby pochłaniał światło. Bełcik spaczenia. W ręce istoty chaosu tkwiła dmuchawka…
Autor:nieznany
